Na gwiazdkę Remi dostał swojego pierwszego konika, ale ostatnio (czytaj wczoraj) byliśmy w pobliżu stadniny konnej, gdzie oczywiście weszliśmy celem pokazania pierworodnemu prawdziwych, dużych koni. Myślałam, że Remuś się wystraszy tak wielkich zwierząt, a ten podszedł do jednego, w asyscie rąk taty i pogłaskał go po łbie. Potem usiadł na jego grzbiecie i się bardzo cieszył :). Ja byłam zszokowana widokiem i reakcją syna, gdyż ja się panicznie boję koni od momentu gdy jeden z nich niosąc mnie na swoim grzbiecie został przestraszony i go "lekko" poniosło...
Prawdopodobnie Remi miłość do koni ma po mamie chrzestnej Emilie, którą serdecznie pozdrawiamy :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz